stolen moments floating softly on the air

I am flying on a star into a meteor tonight, I am flying on a star, star, star...
Zabawne. Jak jedna, niby niepozorna decyzja moze zmienic cale twoje zycie. Przynajmniej teoretycznie. Ale tak sie w zasadzie stalo. Jakby ktos obrocil moje zycie do gory nogami. Ale o dziwo wcale nie jest mi w tej pozycji niewygodnie. Wrecz przeciwnie, jakby tak wlasnie mialo byc. Jakby to, co jest nowe i calkowicie obce bylo czyms najoczywistszym na swiecie. Ze nawet nie trzeba sie specjalnie dopasowywac, bo jest to tak naturalne, jakbysmy zyli z tym od zawsze. Naprawde zabawne. Uwielbiam paradoksy. Przynajmniej w tym zakresie.
I jestem szczesliwa, naprawde. Pierwszy raz od... nie pamietam kiedy. Po raz pierwszy mam wrazenie, ze wszystko uklada sie tak, jak powinno. To znaczy, zawsze znajdzie sie cos do poprawy, ale w porownaniu do tych wspanialych rzeczy, jakie mnie spotykaja, te gorsze nie maja zadnego znaczenia. Po raz pierwszy mam wrazenie, ze po cos jednak warto zyc. Ze umierajac moglabym stracic cos bardzo waznego. Tak samo jak stracilabym to, gdyby nie ta jedna, jedyna niby niepozorna decyzja. Z tym, ze wtedy nie wiedzialabym co trace. Ale jezeli kiedys bym sie dowiedziala? Chyba nigdy bym sobie tego nie wybaczyla.
Ale nie ma co gdybac. Jest cudownie. Teraz. Nie mysle o przyszlosci, bo wiem, ze przed nami wiele wspanialych chwil i reszta mnie nie obchodzi. I tak rzadko w ogole mysle o przeszlosci, ze... az sie sobie dziwie. Ale ciesze sie. Zamykanie pewnych zamierzchlych spraw czasem naprawde sie przydaje. Nareszcie moge isc do przodu, bez wrazenia, ze ciagne za soba kule u nogi.
Usmiecham sie. Usmiecham sie do walizek na kolkach, usmiecham sie do dziur na drogach, do latania ponad podloga, do jesiennych lisci, do wspolnych wykladow, do wspolnych porankow, do jego zapachu na mojej poscieli, do wschodu slonca i chinczykow na lodce, do wielkich bluz, zmarznietego posladka na piasku, kwiatow we wlosach, do podskokow na ulicy, do wspolnych posilkow, smyrania noga, przytulania do piersi, zwijania sie ze smiechu z powodu laskotania w celu szantazu, nutelli na plecach, jego koszulek na moim ciele, wspolnych spacerow za reke, do pierscionka, do wielogodzinnych rozmow przez telefon, bukietow w serwetkach, wyznan milosci pod poduszka, do... moglabym tak dlugo.
A, nie, ja sie nie usmiecham. Ja sie smieje jak glupia. A slowo wspolne i jego odmiany jest najpiekniejszym na swiecie. Choc i tak nic nie przebije kocham Cie. Najszczersze w calym wszechswiecie nawet. Warto bylo tyle przecierpiec. I dotrwac. Dziekuje sobie, ze dalam sobie kolejna szanse. Ze zyje. Nareszcie ten fakt mnie niesamowicie cieszy. I cala reszta jest niewazna.

"Nazwisko, imię, imię ojca
data, NIP, Pesel, przebyte choroby
adres, zawód -
nie pamiętam.

Przed tobą na pewno nie istniałam". K. Gucewicz



2011-11-22 23:00:54 skomentuj (1)
don't get fooled again
stoje na rozwidelniu drog. i nie wiem, w ktora strone isc. kusi mnie, aby pojsc po wyboistej sciezce, zarosnietej, pelnej tajemniczosci i niewiedzy. ale umysl uparcie twierdzi, ze mam odbic w druga, bezpieczna strone. moje nogi poszly juz w roznych kierunkach, pewnie zrobilabym szpagat gdybym umiala. zimno mi. a potem serce przyspiesza, dostaje rumiencow, robi sie cieplej. jestem zmiennocieplna uczuciowo. nie potrafie sie zdecydowac. nie pierwszy juz raz. ogrom tego wszystkiego mnie przeraza. D E C Y Z J A. to cos, z czym nie umiem sobie poradzic. jak zawsze.
zatracam sie w swej bezradnosci. oczekuje, ze wszyscy inni podejma za mnie decyzje, ale niestety. brak chetnych na horyzoncie. jak zawsze. ale nie dziwie sie w sumie. ciezko by bylo brac odpowiedzialnosc na swoje barki za cudze zycie. tez bym nie podolala. ale ja nic nie umiem. nic, nic, nic. pustka. znow. po raz kolejny. coraz czesciej zastanawiam sie: czy to juz? ale zawsze cos stoi mi na przeszkodzie. albo sobie to wmawiam, bo jestem tchorzem. nie przecze. mozliwosci jest kilka. co najmniej.
w ogole znow sie wszystko posypalo, a KTOS probuje to dzielnie wszystko posklejac. ale ja... nie wiem. nie wiem, czy jest sens jakikolwiek. i tak znow sie wszystko rozsypie. jest mi milo, ale... nie wiem, po prostu. brakuje mi tego, ale boje sie, ze znow kogos wykorzystuje. a ja nie umiem kochac, nie umiem czuc. jedyne, co czuje, to smutek i bol. nie umiem byc wylewna. szkoda. bo potrzeby mam ogromne, ale wklad wlasny zerowy. chcialabym zniknac, naprawde. wszystko by sie wtedy ulozylo. byloby prostsze. dla innych. mnie by juz nie bylo, wiec wszystko jedno. ale ulga z pewnoscia by sie pojawila.
pustynia mysli i uczuc. suchosc. niedobor. odwracam sie od krysztalowych jezior i soczystych lasow. odwracam sie od pasowiejacego od slonca nieba, od chmur klebiastych, od cykania konikow polnych. znow sie zamykam. choc na zewnatrz sie usmiecham. pozory po raz trzeci - sprzedane.

nic juz nie rozumiem.
oh, baby it's a wild world


2011-09-08 00:27:05 skomentuj (1)

psychodelia




something
in his cosmic art
and glowing slightly
from his toes
his psychic emanations
flowed



~~~~
__________
my layout